Opowieść o Kobiecie-Szkielecie, czyli prawda o dojrzałej miłości

Związek

Większość z nas pragnie doskonałego związku, pełnego szczerej miłości, która będzie broniła nas przed wszelkimi przykrościami i sprawi, że będziemy żyć w utopijnym raju. Cześć osób błąka się po świecie w poszukiwaniu idealnie dobranej „drugiej połówki”, inni tłumią w sobie negatywne emocje związane z tym, że ich partner nie jest taki jak kiedyś.

Poszukiwania „księcia na białym koniu”, tęsknota za dawnym uczuciem czy budowanie relacji opartej na potrzebach głodnego idealnej miłości ego prowadzi donikąd – uczucia z biegiem czasu ewoluują, a my wchodzimy w kolejne etapy tworzenia się dojrzałego związku. Bo, tak jak w opowieści o Kobiecie-Szkielecie, prawdziwa miłość to wspólne pokonywanie lęków, leczenie starych ran i rozplątywanie emocjonalnych więzów.

”Wszyscy popełniamy błąd sądząc, że drugi człowiek może być lekarstwem, wzruszeniem, spełnieniem. Kochać, znaczy wziąć w objęcia i jednocześnie przetrwać wiele końców i początków – wszystkie w jednym związku dwojga ludzi.”

Fragment książki „Biegnąca z wilkami. Archetyp Dzikiej Kobiety w mitach i legendach” autorstwa Clarissy Pinkoli Estés.

HISTORIA O KOBIECIE-SZKIELECIE

Ludzie z dalekiej, zimnej i nieprzystępnej północy znają opowieść o pewnej kobiecie, która zrobiła coś, co nie spodobało się jej ojcu. Nikt już dziś nie pamięta, co to było. Wszyscy jednak pamiętają, że ojciec zawlókł ją na klif i zepchnął do lodowatego morza. Morskie stworzenia pożarły jej ciało, wygryzły oczy, a nagi szkielet przez długie lata leżał samotnie na dnie.

Pewnego dnia do „nawiedzonej” zatoki przybył rybak – zarzucił wędkę, której hak zaczepił o żebro szkieletu. Silny opór był dla niego znakiem, że złowił ogromną rybę. Walczył z ciężarem z nadzieją, że zrobi zapasy mięsa na dłużej. Kobieta-Szkielet usilnie mocowała się z liną, jednak ta coraz mocniej krępowała jej kości.

Rybak wyciągnął sieć i wtedy zobaczył swoją niezwykłą zdobycz, która wypłynęła na powierzchnię i zawisła zaczepiona o burtę łodzi. Przerażony krzyczał i starał się wypchnąć szkielet z łodzi, a potem jak szalony zaczął wiosłować w kierunku brzegu, ciągnąc za sobą zaplątaną w sieć zdobycz. Kiedy dobił do brzegu, wysiadł z łódki i pognał przed siebie, ale Kobieta-Szkielet biegła tuż za nim. W końcu rybak dotarł do swego igloo. Płacząc i próbując złapać oddech, wczołgał się do środka. Był już bezpieczny, ale kiedy zapalił lampę, Kobieta-Szkielet leżała u jego stóp – z piętą na ramieniu, kolanem w klatce piersiowej i stopą na łokciu. Mężczyzna mimo przerażenia poczuł tkliwość – wyciągnął brudne, zmarznięte dłonie i nucąc uspokajającą melodię, zaczął rozplątywać splątany szkielet. Pomimo zmęczenia, pracował do późnej nocy, aż wszystkie kości były na swoim miejscu. Kładąc się spać, nałożył na szkielet kobiety futro, żeby nie zmarzła. Zasypiając, spoglądał na nią. A ona, okryta futrem, bała się odezwać, bo bardzo nie chciała, by rybak zrzucił ją z urwiska. 

Mężczyzna całą noc śnił. Czasami ludzie płaczą we śnie. To właśnie zdarzyło się rybakowi. Kobieta-Szkielet w blasku ognia zobaczyła łzę. Nagle poczuła ogromne pragnienie. Przeczołgała się w stronę pogrążonego we śnie rybaka. Dotknęła ustami mokrej od łez twarzy. Ta jedna łza przemieniła się w rzekę, z której piła i piła, dopóki nie ugasiła wieloletniego pragnienia. Leżąc przy nim, sięgnęła w głąb piersi śpiącego i wyjęła mu serce, potężny bęben. Usiadła i zaczęła weń uderzać rytmicznie i śpiewać. Im dłużej śpiewała, tym więcej przybywało jej ciała. Wyśpiewała włosy, bystre oczy i ładne, pulchne dłonie. Wyśpiewała kobiecość między nogami, duże, ciepłe piersi i wszystko, czego potrzeba kobiecie. A kiedy skończyła, śpiewem zdjęła ze śpiącego ubranie i położyła się przy nim, skóra przy skórze. Oddała mu serce, ten wielki bęben, włożyła je na miejsce i tak się potem obudzili, owinięci sobą, splątani po wspólnej nocy w inny już sposób – dobry i trwały. 

CYKL ŻYCIE-ŚMIERĆ-ŻYCIE

Zdaniem autorki opowieści, Clarissy Pinkoli Estés, aby relacja miłosna stała się silna i autentyczna, należy zaprosić do niej „śmierć”, która uosabia negatywne emocje, nasze lęki, obawy, poczucie braku akceptacji i niedocenienia. Kluczowe jest to, aby uświadomić sobie, że w związku nie chodzi o pogoń za niespełnionymi fantazjami i utopijnym wyobrażeniem miłości. Chodzi o pogodzenie się z faktem, że relacja miłosna jest cykliczna – jest czas na „śmierć” i narodziny nowej jakości. Z czasem umierają namiętności, złudzenia, oczekiwania, chciwość posiadania wszystkiego czy pragnienie, aby wszystko było piękne i idealne. Wspólne przeżywanie początków i końców, godzenie się ze wzlotami i upadkami, pozwala tworzyć jedyny w swoim rodzaju, pełny oddania związek oparty na silnym uczuciu jakim jest miłość. 

Związek

STRACH I WĄTPLIWOŚCI

W niemal każdym związku na pewnych etapach pojawiają się wątpliwości – „Czy powinniśmy razem zamieszkać?”, „Czy ślub to na pewno dobry pomysł?”, „Czy z kimś innym nie byłoby mi lepiej?”. Po okresie zakochania, często czujemy nie tylko miłość, ale także rozczarowanie („Myślałam, że on jest inny!”, „Na początku było zupełnie inaczej.”) i lęk, który jest naturalną reakcją na zmiany i ryzyko bezpowrotnej utraty dotychczasowego życia. Zaczynamy dostrzegać także nasze wady, które uwypuklają się w związku, np. zaborczość, egoizm, egotyzm czy brak zrozumienia potrzeb partnera. Wraz z wątpliwościami i strachem pojawia się „śmierć” wyobrażenia związku opartego na bajkowej miłości. Rodzi się świadomość tego, że intymna relacja z drugim człowiekiem nie jest wolna od niepokoju czy dręczących obaw. Silny i autentyczny związek wymaga od nas wzajemnego zrozumienia i pokonania strachu przed „nowym”. To trudny etap, na którym niektórzy „zawijają się w kokon” i dystansują. Nierzadko skupiamy ten lęk na samym sobie – choć mamy zaangażowanych w związek i kochających partnerów. Warto dać sobie szansę i nie zatrzymywać rozwoju miłosnej relacji. Podążając za słowami amerykańskiego mówcy, Jacka Canfielda „wszystko, czego pragniesz, jest po drugiej stronie strachu”. Jeśli kiedyś byliśmy zakochani, zaufaliśmy, a mimo to złamano nam serce, pamiętajmy, że ktoś może pomóc nam złożyć je na nowo. Kluczem jest pozbycie się strachu i otwarcie na drugiego człowieka.

EMOCJONALNA NAGOŚĆ

Silna relacja miłosna powinna opierać się na „emocjonalnej nagości”, zaufaniu i wierze, że związek przetrwa pomimo kolejnych „śmierci”. Emocjonalny akt wymaga „rozebrania duszy”, otwarcia się na partnera, wyeliminowania wszelkich pozorów i wyjścia poza swoją strefę komfortu. Kobieta w silnym z pozoru mężczyźnie może odkryć wrażliwość, bezradność, bezbronność, gotowość do poświęceń, mężczyzna natomiast może być zaskoczony niezwykłą siłą kobiety i jej uporem w dążeniu do celu. Otwarcie duszy przed drugim człowiekiem to dar, o który musimy dbać i który musimy szanować. To aspekt intymnej relacji, którym nie powinniśmy dzielić się z innymi. Ta osobista i intymna struktura buduje silny i szczęśliwy związek dwojga ludzi, potrafiących się nawzajem wspierać, wspólnie śmiać się i płakać, ale także śmiało mówić o swoich potrze-bach i obstawać przy swoim.

KOCHAĆ OZNACZA PRZETRWAĆ WIELE KOŃCÓW I POCZĄTKÓW

Ostatnim etapem związku jest prawdziwe, płynące z serca, duszy i ciała połączenie partnerów, którzy są wewnętrznie dojrzali – pełni zaufania do siebie nawzajem, pogodzeni ze „śmiercią” swoich utopijnych wyobrażeń, przygotowani na skrajne emocje i gotowi na wzloty oraz upadki. Bo miłość w autentycznej i najpełniejszej postaci przetrwa wiele końców i początków. Niektórzy przeżywają tylko połowę opisanej historii Kobiety-Szkieletu. „Śmierć” na pewnym etapie związku jest dla nich końcem, wrogiem, a nie integralną częścią życia w intymnej relacji. Kobieta-Szkielet jest przez nich zrzucana z urwiska zawsze, gdy kochankowie nie radzą sobie z trudami – bo związek nie jest niezmienny, ale nieustanie się tworzy, dojrzewa. 

Relacja, która jest oparta jedynie na pozytywnych emocjach, romantycznych wyznaniach, kolacjach przy świecach i bukietach kwiatów, prędzej czy później napotka na swojej drodze „śmierć”. „Narodziny” będą wymagały wspólnego przejścia przez trudną drogę – od ideałów, przez bolesne rozczarowania do nowej rzeczywistości. Bo w związku nie chodzi tylko o to, żeby być ze sobą, kiedy jest dobrze, ale przede wszystkim przetrwać razem, kiedy jest źle. I chociaż nie dotyczy to wszystkich związków, bo są i takie, które trzeba zakończyć, to kochać znaczy próbować i trwać przy partnerze mimo zbliżającej się (kolejnej) „śmierci”. Skórą przy skórze, sercem przy sercu. Zostać, gdy wszystko wokół mówi „uciekaj!”.

Powiązane wpisy